???
(r)ewolucja – podobają mi się… piosenki takie…. zwykłe, lajtowe, bez większego przesłania, znane, popularne
czy ja sie starzeje? a może w muzyce najważniejsze jst to żeby wywoływała i wyrażała emocje? te piosenki co mi sie podobają chyba temu własnie służą bo tak się czuje
kasia wilk – pierwszy raz
rh+ – po prostu miłość
video & anna wyszkoni – soft
i może ania dąbrowska – nigdy więcej nie tańcz ze mną
muzyka… ważne żeby była z serca osoby, która ją pisze czy wykonuje, a nie z pieniędzy korporacji tworzących produkt do sprzedarzy
woodstock 2008
to teraz moze cos napiszę : )
wood – zmienia się, jednak nie aż tak jak zapowiadali w zeszłym roku. nie da się ukryć, że muzycznie nie zapowiadał się najlepiej, jednak sprostał swojemu zadaniu. zespoły bardziej znane przyciągnęły a te mniej znane utwierdziły w przekonaniu, że też mogą przyciągać.
niestety dane mi było w kostrzynie być tylko dwa dni. Jednak rzeczy na które czekałam w tych dwóch dniach sie mieściły. od openera oczekiwany pierwszowrześniowy Lao Che (nareszcie nie padało na ich występie na woodstocku!)!! AAAAAAAA bosko!! ogrom ludzi, gdzie trzy czwarte, jak nie więcej śpiewało razem z kapelą.
pozatym Zielone Żabki – ahh… jak ja dawno nie słyszałam punkrocka na żywo…. :D tym razem dane mi było usłyszeć spod sceny ( dzieku koledze V. który miał wejściówkę foto :D ). mnóstwo dobrzebawiących się ludzi, (DZIECI SĄ ZŁE!! pozdrowienia dla B.)
no i odkrycie moje tegorocznego łuda – Świetliki - krótko, zwięźle, na temat – szkoda, że ludzie się przestraszyli deszczu..
i Radio bagdad, jak zawsze dobrze zagrali, niestety koncerty z tym repertuarem już kilka razy słyszałam wiec jakoś entuzjastycznie do nich nie podeszłam, ale miło było usłyszeć : )
no cóż… moje pełne koncerty to tyle, nie będe oceniać innych, bo nie mam prawa, pozostałą część czasu spędziłam albo na asp (do zapamiętania -> a) Hołdys nie jest najlepszym prowadzącym spotkania – jakiekolwiek b) Durczok we wrześniu ma pozdrowić woodstockowiczów) albo pomiędzy wioskami pp i fl (pozdrawiam kochające się wioski) albo robiłam zdjęcia :D nooo i pilnowałam swojego bratanka :D – pozdrawiam F.!!
w sumie właśnie te elementy twożą atmosferę woodstocku, która pomimo podobno mniejszej ilości ludzi (ja tego nie zauważyłam…) w stosunku do poprzednich kilku lat jest niezmienna. Dziękuję tym wszystkim, którzy stworzyli tę atmosferę K:*.H.S.K.L.L.O.O.F.K.L.M.E.M.S.
OPENER – BEZCENNE
nareszcie!! atmosfere (goooooorącą) dało sie juz odczuć w pociągu, do którego o mały włos bym się nie zmieściła. na szczęście w katuszach dało się przeżyć te kilka godzin (jedyną rozrywką, bo nawet na czytanie gazety nie było miejsca, był chłopak i dziewczyna nieumiejętnie flirtujący ze sobą…)
Ale to nie ważne! Gdynia! Jest…. Jest troche pochmurno, ale co tam :D mam kalosze (madry Polak po szkodzie – w zeszłym roku nie miałam kaloszy ani antydeszczyku żadnego…). dworzec kolejowy czekał w Gdyni razem z P. – chory ale był ;D
teraz tylko śmigamy na teren festiwalu! jak zawsze bezpłatne autobusy – wielki plus dla organizatora. Potem juz tylko dojście na teren teren i…. dylemat! co teraz wybrać :D w końcu osiem scen to jednak coś. w pierwszym dniu wygrała duża scena. Muchy – może być, choć nie na zespoły tego formatu czekałam więc nie przywiązywałam do nich wiekszej wagi. ale zaraz potem Editorsi! powiew świeżości i młodości! Jednak zdecydowanie formacja nie zamyka się w swoim schemacie tylko jeszcze gdzieś krąży. mega pozytywne wrażenia. choć jednak jeśli o Editorsach można tak powiedzieć to o the Raconters można powiedzieć mega mega mega pozytywne wrazenia! Energia bijąca ze sceny, wielka radość grania, oraz zabawa muzyką! Super zabawa przeplatana pytaniem ” a jak to sie wymawia?” no i jedyna godna polecenia scenografia zdecydowanie pasująca do wykonywanej muzyki. poza tym Ziemianie, The Cribs, Devochka oraz Fisherspooner – formacje, które tylko gdzieś tam usłyszałam, niestety przez niemożność rozdwojenia się tylko chwilowo, ale warto sie im przyjżeć.
drugi dzień – na ten czekałam. a i forumowo zrobiło się ciekawiej, momentami bardzo ciekawie, zwłaszcza przed koncertem :D – pozdrowienia dla M. Coolki – wrażenia jak Muchy. potem Interpol – oczekiwani jak Editorsi, jednak… energii kilkakrotnie mniej. panowie zagrali w swoim stylu, choć ten styl jest jak obcisły kostium. publika zdecydowanie to wyczuła. przed sceną zrobił sie klimat umiarkowany. po nowojorskiej grupie dane mi było usłyszeć i zobaczyć również oczekiwany Gentelman and The Far East Band – tylko dlaczego na kilkakrotnie mniejszej world stage? tłok był już kilkanaście metrów przed wejściem na droge bezpośrednio prowadzącą przed scenę. a jeśli ktoś się tam dostał w zamian otrzymał iscie jamajską, gorącą atmosferę. pan Gentelman pokazał klasę i pokorę wobec publiczności, a takżę to czego szukam na koncertach czyli już wspomniana u Rascontersów – radość grania.
mimo tego wszystkego przedemną był jeszcze bardziej oczekiwany koncert Sex Pistols. koncert kontrowersyjny z wieloma znakami zapytania. moze na tyle niewiadomy był występ legendy punkrocka, że na koszulkach, banerach i plakatach organizator nie wymienił go… jednak zainteresowanie było bardzo duże – już kilkanaście minut przed koncertem nie można było wejść na teren tent stage czyli do namiotu (z jednej strony nie było miejsca, a z drugiej ochrona nie pozwalała – naszczęście nieudolnie). formacja (mimo obaw, chyba nie tylko moich) znakomicie odnalazła się na scenie festiwalu takiego formatu. pojawiały się opinie “że to już nie to samo”. no nie. bo teraz jest teraz. Pistolsi nie posiadają już tej otoczki skandalu i prowokacji, którą mieli. nie ma w nich młodości i tego samego buntu. ale są tacy jacy są. granie sprawiam im radość! czyż to nei jest najważniejsze? a czy słowa wypowiadane przez Lydon’a o buncie są prawdziwe, czy jednak to tylko chwyt marketingowy – to wiedzą tylko oni ( osobiście wierzę, że jednak jest to ta pierwsza mozliwość). wrażenia koncertowe – energia! energia! energia! mimo sandałów, kapiącego z sufitu skroplonego potu, dałam sie ponieść w pogo na ‘god save the queen’ i pod sceną zostałam do końca. a tam spotkało się nawet więcej osób forumowych niż wcześniej. Eryka Badu chyba nas na tyle nie interesowała, więc poszliśmy do alter space gdzie było przynajmniej ciepło i wygodnie żeby zasnąć :D długo nie posiedizeliśmy bo panowie przestali grać. czy ktoś pamięta dlaczego? :D tak czy inaczej – ruszyliśmy do przystanku gdzie czekał nas “wesoły – autobus”, a po drodze (a droga była długa w dodatku z koleinami) mieliśmy takie olśnienia że ło….. :D (pozdrowienia dla S.).
Hmmm… no i został trzeci dzień… a przecież przed chwilą był piatek! Tym razem bez oczekiwań – po prostu poszłam na ostatni dzień openera. Hatifnats – poszliśmy spóźnieni z P. – niestety końcówka, ale do polecenia. Lao Che - po przesłuchaniu płyty nie byłam zachwycona ich najnowszym repertuarem, jednak w trakcie tego koncertu jakby ukazało mi się coś czego do tej pory nie odkryłam (koncepcja płyty?). może i przez to, a może nie? wydawało mi się, że publika lepiej przyjęła ten zespół niż dwa poprzednie grające jako pierwsze w ciagu kazdego z dni openerowych na głównej scenie. równie dobrze publiczność przyjęła Vavamufin. pozytywna energia płynie ze sceny. to cieszy. natomiast jeśli widzi sie to po raz n-ty to zaczyna to nudzić. myślę, że doszłam do tego momentu w chwili gdy panowie podziękowali panu dźwiękowcowi (jak to robią zwykle na koncertach). Teraz kilka godzin przerwy. Zobaczyć mozna Goldfrapp i Massive Attack. Szczerze nie zachwycili mnie. Jednak publiczność przyjeła występ bardzo dobrze. Zwłaszcza drugą z wymienionych formacji. Ja chyba jednak żyłam już Chemicalsami. Choć przez brak wiekszego zainteresowania oraz dość spokojną muzykę atmosfera stała się bardziej senna. we znaki dawało sie zmęczenie. w dodatku Chemiczni Bracia kazali na siebie czakać pół godziny dłużej. alee…. warto było! jeszcze jak! już pierwsze dźwieki rozgrzały publiczność maksymalnie! Występ zaczął się od znanego, wszystkim Galva (World…). również już na początku widzowie dowiedzieli się dlaczego tyle czekali. wizualizacje (bo to więcej niż scenografia) zaprezentowane przez Chemical Brothers były wielkim przedsięwzieciem. największy ekran to wymiary całej długości i wysokości sceny. pozatym lasery i ekrany boczne – wszystko dawało niesamowity efekt (polecam zobaczyć, choć marne w stosunku do rzeczywistości, filmiki na youtubie – od samego rozpoczęcia). o senności już nikt nie pamiętał. duża większość uczestników festowalu pogrążyła się w jakimś transie, mimo że nie wszyscy na codzień słuchają takiego rodzaju muzyki.
ten trans to zdecydowanie idealne podsumowanie całego festiwalu. festiwalu który sie rozrasta, poszeża swoje granice (nie tylko chodzi o granice terenu), staje sie coraz bardziej roskildowski. jest również na nim coś czego nie opisałam, booo…. opisać tego się nie da. jest to atmosfera. nie taka jak na dużym polskim festiwalu. w babich dołąch atmosfera jest jedyna, wyjątkowa. tworzą ją wykonawcy, którzy kochają to co robią, mimo, że każdy z nich to robi to na swój niepowtarzalny sposób. tworzą ją organizatorzy, którzy za każdym razem ukazują nową twarz festiwalu. a na końcu – tworzą ją ludzie, którzy mówią w różnych językach, którzy mają różne poglądy, którzy róznie sie ubierają, którzy są indywidualnościami… bycie pośród nich to bezcenne przeżycie dlatego polecam pojechać za rok do gdyni i samemu ocenić ; ).
a tak poza tym wszystkim, nieoficjalnie i bardziej blogowo – dziękuję wszystkim napotkanym ludziom, osobom z liceum (nie ma to jak spotkania klasowe w gdyni :D )Anicie, dwum Jurkom, Szymonowi, Kaloryferowi, Mili nooo i towarzyszowi P – gratuluje wytrzymałości ze mną :D i cieszę się że udało CI sie pojechać : )










