we haven’t been here for so fucking long.
to zostawie bez komentarza za to polecam magnificent [support tak zwany]
man in the mirror
właśnie naszła mnie ochota znów na pana jacksona, właśnie ściągałam płyty, własnie stwierdziłam że bede polować na bilety na jego koncert…
oby ludzie zapamietali to co chciał przekazać
moje święta
mych kolegów za plecami nazywają bandytami!
przydadzą się słodkie ciastka i gorzka herbata…
angielska muzyka
obiektywnie: tak zwana mentalność oddziaływuje na rodzaj muzyki czy ’styl’
obiektywnie: każda muzyka jest inna, każda unikalna, każda dla kogoś najlepsza
subiektywnie: cy nie uważacie, żę muzyka stworzona przez angielskich muzyków jest niesamowicie wyjątkowa?
zapożyczenie
FROM KEJOS.BLOG.ONET.PL
Bogatym być, czy spełnionym? Rozmyślania inspirowane
Czesława Mozila nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Tworzy muzykę odstającą od współczesnych trendów, specyficzną, balansującą na granicy kiczu i eksperymentu, mimo to jego album pt. “Debiut” rozszedł się w 200 000 kopii, liczbie niewiarygodnej jak na polskie warunki. Wczoraj w EMPiKu jednak pan Czesław zirytował się, nie widząc swego dzieła na półce (“towar w tej chwili niedostępny”). “Oni zaje**li tę sprawę. Nie ma Debiutu” – rzekł do swych towarzyszy, po chwili przepraszając postronnych słuchaczy, w tym mnie, zatopionego w lekturze Newsweeka. Pod wpływem tej scenki natchnęło mnie. “Największym dylematem artysty – kapitalisty jest rozdźwięk między chęcią zarabiania prawdziwych pieniędzy a tworzeniem prawdziwej sztuki.” – pomyślałem, wracając do lektury artykułu.
Istnieją 3 zasadncze drogi, którymi podążać może Artysta/artysta (gdzie wielkość litery początkowej jest miarą uznania dla jego twórczości). Może nastawić się na sprzedaż, śpiewać i grać grzecznie, tak, by jak największe masy odbiorców sięgnęły po łatwy i przyjemny album. Może nie zważać na gusta potencjalnych odbiorców i konsekwentnie realizować swoje pomysły, obojętnie czy są one strawne dla innych czy też nie. Może także balansować między tymi skrajnościami, jak wspomniany Czesław Śpiewa.
Nastawiając się na “komercję” artysta zapewnia sobie łatwy pieniądz. Jeśli posiada “to coś”, co wyróżnia go spośród rzeszy innych twórców, to sukces ma zagwarantowany. Oczywiście pretendenci do statusu “gwiazdy” nie posiadający zbyt wielkiej charyzmy też mają szanse na zaistnienie w szołbiznesie. Wymaga to jednak większych nakładów na reklamę oraz wysokiej częstotliwości pojawiania się w mediach wszelakich (Dziś to ostatnie stało się istotnym elementem funkcjonowania “celebrytów”. Kandydat do tego miana musi pojawiać się na stronach brukowców, w talk showach czy rozmaitych programów typu “Taniec z gwiazdami”). Potem, jeśli wszystko zostało dobrze rozegrane, pozostaje tylko wydać płytkę z grzecznymi, napisanymi przez rzemieślników tekstami, w modnej stylistyce, i liczyć kolejne tysiące wpływające na konto. Drogę tą obierają z reguły gwiazdy pop. Oczywiście w rocku część bandów również wybiera taki sposób robienia kariery (Szymon Wydra z zespołem).
i am what i am fucken love take me hate me our love’s supreme
czy można nadal być altenatywnym/niezależnym bedąc popularnym?
?
muzyka… według tak zwanych moherowych beretów muzyka (pewien jej typ) podobno skłania do złego, przyciaga na strone szatana. dlaczego? bo słowa są niezrozumiałe? bo odbiorcy za głośno jej słuchają? bo za dużo jest niskich tonów? bo jej słuchacze ubierają się na kolor czarny (który w euroamerykańskiej kulturze jest uważany za pogrzebowy) ?
a czy coś skłania wiec do odwrotych działań? czy muzyka może może sprawić, że człowiek zaczyna myśleć mniej racjonalnie, a swoje postawy zaczyna nazywać wiarą? może wysokie tony to sprawiają? a może cała oprawa widowiska jakim są obrzędy religijno-magiczne powodują taki efekt? a może wiele ludzi chcących w to uwierzyć na siebie tak oddziałuje i nakręca wzajemnie? a moze tylko tekst tak wpływa na umysły ludzi?
za dużo pytań ale kiedyś na nie odpowiem! no może po części, bo jak i fenomenu, obiektywnych faktów czy prawdy, tak i magi muzyki nie da się chyba odkryć
zostań tu, noc śpi w szuwarach, pieśni słucha las…
czy chcieliście kiedyś żyć w innych czasach?
zamknijcie oczy, pomyślcie o Wojnie Domowej ( serialu takim ), o wielkich okularach, o spódnicach w wielkie geometryczne wzory…
wigilie polskie
ale o kolędach nie będzie, choć te są tam też wyjątkowe
ORLĘTA
Jest takie miasto, co zwie się Lwów.
Znów wolno o nim dziś pamiętać,
Nocą, we Lwowie srebrzysty nów
Oświetla cmentarz, gdzie orlęta.
To lwowskie dzieci nazwano tak,
Te, które padły, broniąc miasta;
Śpią na cmentarzu, gdzie krzyży brak,
A ciemna zieleń grób zarasta.
Nie ważne z kim walczyli,
Nie ważne, kto dowodził,
Lecz to koledzy nasi
Co pozostaną młodzi.
I zawsze już mieć będą
Lat dziesięć, jedenaście…
Na płyty potrzaskane
Wiatr strąca liści garście.
Jest takie miasto, co zwie się Lwów,
Znów wolno o nim dziś pamiętać.
Nocą, we Lwowie srebrzysty nów
Oświetla cmentarz, gdzie orlęta.
To lwowskie dzieci w mogiłach śpią;
Gimnazjaliści i batiary.
Na niebie gwiazdy ze zwiewną mgłą…
I płyną chmury jak sztandary.
Modlitwę w ciszy zmów bez słów,
Za cmentarz orląt i za Lwów.
Modlitwę w ciszy zmów bez słów,
Za cmentarz orląt i za Lwów.
PIOSENKA DLA CÓRKI
Nie mam teraz czasu dla Ciebie
Nie widziała Cię długo matka
Jeszcze trochę poczekaj, dorośnij
Opowiemy Ci o tych wypadkach,
O tych dniach pełnych nadziei
Pełnych rozmów i sporów gorących
O tych nocach kiepsko przespanych
Naszych sercach mocno bijących.
O tych ludziach, którzy poczuli
Że są wreszcie teraz u siebie
Solidarnie walczą o dzisiaj
I o przyszłość także dla Ciebie.
Więc się nie smuć i czekaj cierpliwie
Aż powrócisz w nasze objęcia
W naszym domu, który nie istniał
Bo w nim brak było… prawdziwego szczęścia.
PANIE NARODZONY
Daj nam nadziei choć garstkę
Daj nam nadziei niewiele
Byśmy rozsiani po miastach
W jutro spojrzeli już śmielej
Daj nam odwagi i siły
Wyzwól z niemocy i strachu
Byśmy od dzisiaj nie byli
Rozsypującym się piachem
Panie narodzony, panie nieskończony
Gwiazda ci przyświeca, anioł dobył miecza
By Cię strzec od złego zapowiadanego
Panie Malusieńki, Panie jak ból nagi
U Panny za ręku płaczesz cichuteńko
Panie naszych marzeń dodaj nam odwagi
Panie narodzony, Panie nieskończony
Tak już od wieków co roku, gdy pierwsza gwiazda zaświeci
W światłość prowadzisz nas z mroku
By nas nadzieją oświecić
My zaś idziemy za Tobą, bo tyś miłością i siłą
I życie staje się lepsze jakie by ono nie było…
Panie Narodzony…
NIE ZAPOMNIJCIE TAMTYCH DNI
Nie zapomnijcie tamtych dni,
dni pełnych wiary, niepokoju i nadziei
Tych dni sierpniowych, co sprawiły,
że więcej nas łączy niżby mogło nas podzielić
Uformowani w kształcie znaków zapytania
Z wykrzyknikami na wyniosłych transparentach
Z hasłami nie dla wszystkich dziś do odczytania
Zgłodniali, wściekli i o zaciśniętych pięściach
I choć nie wszystkie nasze rany zagojone
Choć słów za mało powiedzieliśmy w tej sprawie
W jednej tonacji nasze myśli zestrojone
W Szczecinie, Gdańsku i Radomiu, i Warszawie
Koło historii wciąż zamyka się wśród cierpień
Osią jesteśmy niestety od pokoleń
Czerwiec, październik, krwawy grudzień, złoty sierpień
Zostaną lekcją wytrwałości, dumy, woli
Nie zapomnijcie tamtych dni,
dni pełnych wiary, niepokoju i nadziei
Tych dni sierpniowych co sprawiły,
że więcej nas łączy niżby mogło nas podzielić
Nie zapomnijcie tamtych dni
Nie zapomnijcie!
zmaza grodzisk 5.12.2008
a moze to centra są peryferiami?, w koncu zajmuja mniejsza powierzchnieniz prowincje?
wiem tylko ze te kategorie są zupełnie rózne i jedna patrzy zazwyczaj na drugą z pogardą/podziwem/wyższością/noższością
nie warto
———————————————————-
nadchodzi nowy dzień, już czuję jego ciężar
nadchodzi nowy dzień, jak zwykle będę zwlekał
zanim otworzę oczy, pomyślę czy przeczekać
…jaki piękny świat! wokół nas!
już zapomniałam jak lubiłam muzyke hs : )
było gites
i światła też
i ludzie
i czwarta płyta (pestki & wieżowce (choć nie jestem pewna, co nie mgła?))
piski głośne jak zawsze choć
trzeci bis wcale już nie taki wywoływany jak kiedyś
zdjęcia nadal średnio mi sie podobają ale przynajmniej jest wiecej niż jedno
situation, speculation, everybody litigation…
wokalista którego muzyka mi towarzyszy ostatnio – to osoba zdeecydowanie kontrowersyjna. kontrowersja – słowo neutralne – co by nie było że wartościuje. bo własnie… ludzie (publiczni zwłaszcza) jak to sie utarło są wartościowani przez innych.
- czy więc wartościować ich zachowania publiczne czy prywatne?
– gdzie kończy sie granica osoby publicznej i osoby prywatnej?
– czy muzycy wogle mogą być w pewnym momencie osobami prywatnymi?
– czy ich decyzje wobec własnej osoby (tu akurat wyglądu) są decyzjami prywatnymi czy publicznymi?
- czy można oceniać te decyzje prywatne (jeśli takie istnieją)?
– czy jeśli muzyka jest odzwierciedleniem stanu duszy, mysli, światopoglądu, to czy jesli muzyk jest kontrowersyjny to jego muzyka jest prawdziwa?
towarzysząca mi muzyka to muzyka pana jacksona – michaela jacksona
kurcze – niesamowicie oddała emocje własnie mi aktualnie towarzyszace : )
noooo i nadal mnie trzyma
jak coś to polecam alfabetycznie, choc tak sie złożyło że to co mi najbardziej chodziło po głowie to dwie ostatnie piosenki : ) enjoy!
http://pl.youtube.com/watch?v=Uqxo1SKB0z8 beat it
http://pl.youtube.com/watch?v=En-cHBv7UpA billy jean
http://pl.youtube.com/watch?v=6tnI2_Ym7PI in the closet
http://pl.youtube.com/watch?v=13ZGZexsaFo jam
http://pl.youtube.com/watch?v=RXW3J0CmbjM smooth criminal
http://pl.youtube.com/watch?v=sEU9Q8NlOiY the way you make me feel
http://pl.youtube.com/watch?v=gCqQ2JcQWGs they don’t care about us
łykend 19.10.2008
zdjęcia nie do pokazania
ludzie nie do opisania
muzyka nie do wypowiedzenia
after do powtórzenia
DZIĘKUJĘ : )
wrocław wff 18.10.1008
zdjęcia będą jak dotrą do poznania : ) / edit: nie podobają mi się, nie bedzie ich
“Otóż ona [kultura rocka] (…) jest źródłem tworzenia się swoistych wspólnot uczuciowych zogniskowanych wokół pewnego zbioru podzielanych przez ich uczestników wartości. Pierwszę z owych wspólnot powołuje do życia szczególna chwila jaką jest koncert, zbiorowe doświadczenie i energia krążąca między widownią a sceną. Społeczności koncertowe są chwilowe, oparte na emocjach, ale rzadko przypadkowe.”
…a po co nam rock? Między dusza a ciałem pod red. W.J. Burszta, M. Rychlewski (str. 18-19)
fajnie być takiej wspólnocie.
…it was all yellow… čili coldplay v pražské O2 Aréně
cena – najdroższa (z pośród koncertów na których byłam)
arena – najwspanialsza (z widzianych przezemnie, dawała mnóstwo możliwości )
współtowarzysze – najukochańsi (znieśli mnie przez tyle czasu :P )
organizacja – najlepsza (jaką widziałam na koncertach powyżej tysiąca osób )
atmosfera – najgorętsza (ah ci polacy co zasłaniają wszystko flagami :D, mix vivy)
wstęp – najciekawszy (…Jay-z, muzyka poważna )
scena – najniższa (z dużych koncertów na których byłam)
scenografia – najszybciej zmieniająca się (z koncertów kóre widizałam)
efekty dodatkowe – najbardziej zaskakujące (motylki….)
kontakt z publicznością- najbliższy ( m.in. wyjście i zagranie pomiędzy sektorami )
koncert – najniesamowitszy (tu nic nie dopowiem…)

motyle...
???
(r)ewolucja – podobają mi się… piosenki takie…. zwykłe, lajtowe, bez większego przesłania, znane, popularne
czy ja sie starzeje? a może w muzyce najważniejsze jst to żeby wywoływała i wyrażała emocje? te piosenki co mi sie podobają chyba temu własnie służą bo tak się czuje
kasia wilk – pierwszy raz
rh+ – po prostu miłość
video & anna wyszkoni – soft
i może ania dąbrowska – nigdy więcej nie tańcz ze mną
muzyka… ważne żeby była z serca osoby, która ją pisze czy wykonuje, a nie z pieniędzy korporacji tworzących produkt do sprzedarzy
woodstock 2008
to teraz moze cos napiszę : )
wood – zmienia się, jednak nie aż tak jak zapowiadali w zeszłym roku. nie da się ukryć, że muzycznie nie zapowiadał się najlepiej, jednak sprostał swojemu zadaniu. zespoły bardziej znane przyciągnęły a te mniej znane utwierdziły w przekonaniu, że też mogą przyciągać.
niestety dane mi było w kostrzynie być tylko dwa dni. Jednak rzeczy na które czekałam w tych dwóch dniach sie mieściły. od openera oczekiwany pierwszowrześniowy Lao Che (nareszcie nie padało na ich występie na woodstocku!)!! AAAAAAAA bosko!! ogrom ludzi, gdzie trzy czwarte, jak nie więcej śpiewało razem z kapelą.
pozatym Zielone Żabki – ahh… jak ja dawno nie słyszałam punkrocka na żywo…. :D tym razem dane mi było usłyszeć spod sceny ( dzieku koledze V. który miał wejściówkę foto :D ). mnóstwo dobrzebawiących się ludzi, (DZIECI SĄ ZŁE!! pozdrowienia dla B.)
no i odkrycie moje tegorocznego łuda – Świetliki - krótko, zwięźle, na temat – szkoda, że ludzie się przestraszyli deszczu..
i Radio bagdad, jak zawsze dobrze zagrali, niestety koncerty z tym repertuarem już kilka razy słyszałam wiec jakoś entuzjastycznie do nich nie podeszłam, ale miło było usłyszeć : )
no cóż… moje pełne koncerty to tyle, nie będe oceniać innych, bo nie mam prawa, pozostałą część czasu spędziłam albo na asp (do zapamiętania -> a) Hołdys nie jest najlepszym prowadzącym spotkania – jakiekolwiek b) Durczok we wrześniu ma pozdrowić woodstockowiczów) albo pomiędzy wioskami pp i fl (pozdrawiam kochające się wioski) albo robiłam zdjęcia :D nooo i pilnowałam swojego bratanka :D – pozdrawiam F.!!
w sumie właśnie te elementy twożą atmosferę woodstocku, która pomimo podobno mniejszej ilości ludzi (ja tego nie zauważyłam…) w stosunku do poprzednich kilku lat jest niezmienna. Dziękuję tym wszystkim, którzy stworzyli tę atmosferę K:*.H.S.K.L.L.O.O.F.K.L.M.E.M.S.
OPENER – BEZCENNE
nareszcie!! atmosfere (goooooorącą) dało sie juz odczuć w pociągu, do którego o mały włos bym się nie zmieściła. na szczęście w katuszach dało się przeżyć te kilka godzin (jedyną rozrywką, bo nawet na czytanie gazety nie było miejsca, był chłopak i dziewczyna nieumiejętnie flirtujący ze sobą…)
Ale to nie ważne! Gdynia! Jest…. Jest troche pochmurno, ale co tam :D mam kalosze (madry Polak po szkodzie – w zeszłym roku nie miałam kaloszy ani antydeszczyku żadnego…). dworzec kolejowy czekał w Gdyni razem z P. – chory ale był ;D
teraz tylko śmigamy na teren festiwalu! jak zawsze bezpłatne autobusy – wielki plus dla organizatora. Potem juz tylko dojście na teren teren i…. dylemat! co teraz wybrać :D w końcu osiem scen to jednak coś. w pierwszym dniu wygrała duża scena. Muchy – może być, choć nie na zespoły tego formatu czekałam więc nie przywiązywałam do nich wiekszej wagi. ale zaraz potem Editorsi! powiew świeżości i młodości! Jednak zdecydowanie formacja nie zamyka się w swoim schemacie tylko jeszcze gdzieś krąży. mega pozytywne wrażenia. choć jednak jeśli o Editorsach można tak powiedzieć to o the Raconters można powiedzieć mega mega mega pozytywne wrazenia! Energia bijąca ze sceny, wielka radość grania, oraz zabawa muzyką! Super zabawa przeplatana pytaniem ” a jak to sie wymawia?” no i jedyna godna polecenia scenografia zdecydowanie pasująca do wykonywanej muzyki. poza tym Ziemianie, The Cribs, Devochka oraz Fisherspooner – formacje, które tylko gdzieś tam usłyszałam, niestety przez niemożność rozdwojenia się tylko chwilowo, ale warto sie im przyjżeć.
drugi dzień – na ten czekałam. a i forumowo zrobiło się ciekawiej, momentami bardzo ciekawie, zwłaszcza przed koncertem :D – pozdrowienia dla M. Coolki – wrażenia jak Muchy. potem Interpol – oczekiwani jak Editorsi, jednak… energii kilkakrotnie mniej. panowie zagrali w swoim stylu, choć ten styl jest jak obcisły kostium. publika zdecydowanie to wyczuła. przed sceną zrobił sie klimat umiarkowany. po nowojorskiej grupie dane mi było usłyszeć i zobaczyć również oczekiwany Gentelman and The Far East Band – tylko dlaczego na kilkakrotnie mniejszej world stage? tłok był już kilkanaście metrów przed wejściem na droge bezpośrednio prowadzącą przed scenę. a jeśli ktoś się tam dostał w zamian otrzymał iscie jamajską, gorącą atmosferę. pan Gentelman pokazał klasę i pokorę wobec publiczności, a takżę to czego szukam na koncertach czyli już wspomniana u Rascontersów – radość grania.
mimo tego wszystkego przedemną był jeszcze bardziej oczekiwany koncert Sex Pistols. koncert kontrowersyjny z wieloma znakami zapytania. moze na tyle niewiadomy był występ legendy punkrocka, że na koszulkach, banerach i plakatach organizator nie wymienił go… jednak zainteresowanie było bardzo duże – już kilkanaście minut przed koncertem nie można było wejść na teren tent stage czyli do namiotu (z jednej strony nie było miejsca, a z drugiej ochrona nie pozwalała – naszczęście nieudolnie). formacja (mimo obaw, chyba nie tylko moich) znakomicie odnalazła się na scenie festiwalu takiego formatu. pojawiały się opinie “że to już nie to samo”. no nie. bo teraz jest teraz. Pistolsi nie posiadają już tej otoczki skandalu i prowokacji, którą mieli. nie ma w nich młodości i tego samego buntu. ale są tacy jacy są. granie sprawiam im radość! czyż to nei jest najważniejsze? a czy słowa wypowiadane przez Lydon’a o buncie są prawdziwe, czy jednak to tylko chwyt marketingowy – to wiedzą tylko oni ( osobiście wierzę, że jednak jest to ta pierwsza mozliwość). wrażenia koncertowe – energia! energia! energia! mimo sandałów, kapiącego z sufitu skroplonego potu, dałam sie ponieść w pogo na ‘god save the queen’ i pod sceną zostałam do końca. a tam spotkało się nawet więcej osób forumowych niż wcześniej. Eryka Badu chyba nas na tyle nie interesowała, więc poszliśmy do alter space gdzie było przynajmniej ciepło i wygodnie żeby zasnąć :D długo nie posiedizeliśmy bo panowie przestali grać. czy ktoś pamięta dlaczego? :D tak czy inaczej – ruszyliśmy do przystanku gdzie czekał nas “wesoły – autobus”, a po drodze (a droga była długa w dodatku z koleinami) mieliśmy takie olśnienia że ło….. :D (pozdrowienia dla S.).
Hmmm… no i został trzeci dzień… a przecież przed chwilą był piatek! Tym razem bez oczekiwań – po prostu poszłam na ostatni dzień openera. Hatifnats – poszliśmy spóźnieni z P. – niestety końcówka, ale do polecenia. Lao Che - po przesłuchaniu płyty nie byłam zachwycona ich najnowszym repertuarem, jednak w trakcie tego koncertu jakby ukazało mi się coś czego do tej pory nie odkryłam (koncepcja płyty?). może i przez to, a może nie? wydawało mi się, że publika lepiej przyjęła ten zespół niż dwa poprzednie grające jako pierwsze w ciagu kazdego z dni openerowych na głównej scenie. równie dobrze publiczność przyjęła Vavamufin. pozytywna energia płynie ze sceny. to cieszy. natomiast jeśli widzi sie to po raz n-ty to zaczyna to nudzić. myślę, że doszłam do tego momentu w chwili gdy panowie podziękowali panu dźwiękowcowi (jak to robią zwykle na koncertach). Teraz kilka godzin przerwy. Zobaczyć mozna Goldfrapp i Massive Attack. Szczerze nie zachwycili mnie. Jednak publiczność przyjeła występ bardzo dobrze. Zwłaszcza drugą z wymienionych formacji. Ja chyba jednak żyłam już Chemicalsami. Choć przez brak wiekszego zainteresowania oraz dość spokojną muzykę atmosfera stała się bardziej senna. we znaki dawało sie zmęczenie. w dodatku Chemiczni Bracia kazali na siebie czakać pół godziny dłużej. alee…. warto było! jeszcze jak! już pierwsze dźwieki rozgrzały publiczność maksymalnie! Występ zaczął się od znanego, wszystkim Galva (World…). również już na początku widzowie dowiedzieli się dlaczego tyle czekali. wizualizacje (bo to więcej niż scenografia) zaprezentowane przez Chemical Brothers były wielkim przedsięwzieciem. największy ekran to wymiary całej długości i wysokości sceny. pozatym lasery i ekrany boczne – wszystko dawało niesamowity efekt (polecam zobaczyć, choć marne w stosunku do rzeczywistości, filmiki na youtubie – od samego rozpoczęcia). o senności już nikt nie pamiętał. duża większość uczestników festowalu pogrążyła się w jakimś transie, mimo że nie wszyscy na codzień słuchają takiego rodzaju muzyki.
ten trans to zdecydowanie idealne podsumowanie całego festiwalu. festiwalu który sie rozrasta, poszeża swoje granice (nie tylko chodzi o granice terenu), staje sie coraz bardziej roskildowski. jest również na nim coś czego nie opisałam, booo…. opisać tego się nie da. jest to atmosfera. nie taka jak na dużym polskim festiwalu. w babich dołąch atmosfera jest jedyna, wyjątkowa. tworzą ją wykonawcy, którzy kochają to co robią, mimo, że każdy z nich to robi to na swój niepowtarzalny sposób. tworzą ją organizatorzy, którzy za każdym razem ukazują nową twarz festiwalu. a na końcu – tworzą ją ludzie, którzy mówią w różnych językach, którzy mają różne poglądy, którzy róznie sie ubierają, którzy są indywidualnościami… bycie pośród nich to bezcenne przeżycie dlatego polecam pojechać za rok do gdyni i samemu ocenić ; ).
a tak poza tym wszystkim, nieoficjalnie i bardziej blogowo – dziękuję wszystkim napotkanym ludziom, osobom z liceum (nie ma to jak spotkania klasowe w gdyni :D )Anicie, dwum Jurkom, Szymonowi, Kaloryferowi, Mili nooo i towarzyszowi P – gratuluje wytrzymałości ze mną :D i cieszę się że udało CI sie pojechać : )
l_______________l
po końcach też były juwenalia. teoretycznie spektakularne, masowe, pełną parą. jednak na to, na co czekałam czyli apollo 440 z powodu zmęczenia nie doszłam. na vavamufin dąłam rade sie przyturlać. fajnie było. tyle. zdjęcia nie są na poziomie, wiec ich też nie będzie. co pozatym? czerwiec był pod znakiem coldplay’a – w zwiazku z nową płytą, choć niekoniecznie ona mi chodziła po głowie.
juwenalia polibudy
coś niesamowitego!! koncert końców z MIZERIĄ i CYNAMONEM!! w czasie papierkowej monotonnej roboty (z własnej woli jestem tu, wśród kserowanych bzdur…) takie oderwanie sie, zupełnie inny klimat niż na zwykłych masowych juwenaliach i ten deszcz : ) jak w zeszłym roku : )
po prostu coooooooooooooooooooooooooooooooooooooooś magicznego!!
inaczej nie da sie tego opisać…. po prostu sie nie da, czasem na to sie czeka miesiąc i ma sie energie na następny miesiąc….. : ) a co do opisu, to po to zaopatrzyłam sie w aparat, bo jedynie na fotografiach widziałam choć odrobinę tej magii którą czuć między sceną a publiką. Jak na razie moje zdjęcia tego nie pokazują, ale “per aspera ad astra” jak to mówią harcerze : )
DZiĘKUJĘ wszystkim którzy sie do tego mojego szczęścia przyczynili : )
majówka miejska in posen
Wrocław nie wyszedł, ale jest Poznań. Zawsze coś, zwłaszcza, że mimo nastawienia, bardzo mi sie podobało. Zupełnie inny klimat: rodziny, grill, improwizacja prowadzącego, miasto, folklor miejski?… Ale muzycznie: grały dwa zespoły które gdzieś, kiedyś mi sie obiły o uszy, ale sie tak obiły, że nie wiem w którym miejscu. Polecam ooooobydwa : ) www.rzepczyno.pl www.psiocrew.pl
zdjęcia będą później :D
edit: zdjęć nie bedzie :P
menomini
http://www.menomini.eu/
Jako że wiele teksów mnie ujęło, trudno je tu wszystkie wypisać. Mam nadzieję, że wypisałam dobre tytuły do piosenek które mi sie podobają :P
Na 4 latA zA Free Jazz niEbo PieniądzE sMak GoRZkie słowA tyle lat istota outro
Generalnie muzyka.. bardzo przyjemna, po prostu. Tak na początek maja idealna : )
No i teksty, jak bum cyk pasują do sytuacji mojej (jak i pewnie wielu osób :D )
finał prl kraków
jak dostane zdjęcia od Yarcia – któremu za wszytko bardzo dziękuje, to napisze posta : )
“to nie ważne, ważne jest przestrzeganie przepisów BeHaPe, zwłaszcza na kolei” :D
bydgoszcz
Na szczęście na Bydgoszcz dotarłam : ) i byłam osobiście :D od tego prl zakupiłam “futerał” do aparatu wiec mogłam go wziąć :D generalnie 3 zdjęcia, nie koniecznie te, sie nadają do pokazania, ale z czasem będzie lepiej : ) generalnie podróż w tą i z powrotem mijała bardzo miło (pozdrowienia dla A i W :D ) Klub, ciasny, sprzęt sie sypał, było goooorąco i wogle :D ale co z tego skoro na koncert tyle czekałam ; ) after był giiites z różowym arbuzem, sąsiadem W (W, pamiętasz? masz zdjęcia?) i wieloma ciekawymi atrakcjami :P Ta….. uwielbiam jechać do czarnej dupy, chociaż byłaby dużym miastem i tam sie bawić :D
Jako od koncertu (11.04.08) minął prawie miesięc, więcej nie pamiętam :D
prl w toruniu
taaa… i bynajmniej nie byłam w Toruniu – czyli koncert w radiu! Niestety Farbenów nie słyszałam (dlaczego? patrz post poniżej…) ale za to inne zespoły tak :D Ale od początku ->
Zmaza! dawno nie słyszana, ale ukochanego Zegarka nie było, wiec nie żałowałam, że nie pojechałam : ). Wszystko dobrze (jak na radio to chyba bardzo dobrze) słychać. Końce usłyszałam do cynamonu z czego sie bardzo cieszę bo o jeden z mych ulubionych tworów… Na Farbenach mnie nie było… ale podobno i tak w połowie podobno coś przerwało połączenie, wiec w sumie nie tak źle, że mnie nie było : ). No i Leniwce… jak wróciłam do domu, zaczęłam tak słuchać i słuchać i kurcze, spodobali mi sie! Jako ze wcześniej, może nie miałam weny, może nie wiem co, nie lubiłam słuchać/nie znałam ich. A po tym koncercie słuchałam Leniwców (z tego koncertu) dość… intensywnie :D
Ogólne wrażenia ciekawe : ) Już kilka razy były koncerty w eterze, ale jakoś nie dane mi było ich usłyszeć. Warto posłuchać jeśli jest taka możliwość. Zwłaszcza, że czasem nie ma wyjścia, jeśli sie nie może być na koncercie ciałem – to przynajmniej można być duchem ; )
A to radio lubimy: www.sfera.umk.pl
U2 3D
Czyli U2 na dużym ekranie :D noo i w troche innej formie : )
Pozatym ze bybrałam fatalny termin (poszłam do kina w trakcie koncertu prl w toruniu transmitowanego w radiu…) to wyjście sie opłacało.
Taa… było to jakiś czas temu i za dużo nie pamiętam…
Zacznę od tego, że nie miałam deżawi (w przeciwieństwie do kolegi M., który już ów koncert widział na diwidi)
Wrażenia… Tak, w pewnych momentach rzeczywiście miało się wrażenie, że ręka wokalisty jest na wyciągnięcie ręki widza – jednak było ich nie współmiernie mniej w stosunku do reklamy i pompy jaką zrobiono przy promocji.
Generalnie, nawet gdyby koncert/diwidi/film nie był 3D bym się chętnie przeszła, bo chyba warto (noo i taniej by to było :D ). Dużo energii na scenie, mnóstwo wymownych wizualizacji i komentarzy : ), a Bono – im starszy tym lepszy :P !
generalnie miło było : )
i zachęcam do czasem innego koncertu, tak dla zmiany klimatu ; )
prl w poznaniu : )
Oczywiście chodzi o Punky Reggae Live ;]
Czekałam na ten koncert, ale jak po koncercie sie okazało bardziej czekałam na inne (Pesto mnie o tym przekonał w sumie – nie ma to jak nocne rozmowy w taxi)
Zaczęło sie od spotkania w empiku – w sumie miło było – ale jakieś to sztuczne… trudno powiedzieć co dokładnie było nie tak, ale gdybym miała dobrą pamięć to bym powiedziała co to. Na pewno przyjemniej by było gdyby przyszło więcej ludzi. Ale przynajmniej kolega z podstawówki sobie z zespołem pogadał : )
Strajk… taak królewna to jest to : ) i limuzyna. Ciesze się, że na początku było mało ludzi, a potem więcej sie zebrało – powiedziała bym nawet sporo : ) Poznań poznał Strajk reaktywowany : )
Leniwiec – jak to Eve powiedziała – widać, że cieszą się, że grają i to jest to – wtedy powstaje taka magia pomiędzy sceną, a publiką, która jest nie do opisania : ) i to lubię w koncertach najbardziej.
Farbeni – cieszę sie, że byli w Poznaniu : ) Szkoda, że nie było króla (dla niewtajemniczonych – do posłuchania tu ) chciałabym go usłyszeć na żywo gdyż na razie było mi dane słyszeć tylko akustycznie ; ) Poza tym setlista bez rewelacji co nie oznacza ze mi sie nie podobało : )
Końce – Mizeri nie było! A gdyby publiczność była bardziej zawzięta by mizeria była… (przynajmniej z setlisty tak wywnioskowałam : D ) Ostatnio Końce mi chodzą po głowie, ale chyba w wersji bardziej energetycznej. Może to moje widzimisie, ale trochę iskry mi brakowało (ale to chyba jest to, że a) nie było mizerii b) Końce po prostu tak grają i tyle (każdy przecież jest inny))
Poza tym kolejność mi sie podobała : ) Zawsze warto mieć trochę odmiany. I myślałam że mniej ludzi zostanie na Końcach, a zostało dość sporo. Nooo ale patrząc na eskulap to chyba sie nie spisał – światła syfnie oślepiały publiczność (tej! jeszcze miesiąc temu na HS były inne i wcale nie oślepiały…) noo i nagłośnienie. Eskulap widać zakupił nowy sprzęt, ale nie wiem czy daje rade, wszystko sie trochę zlewało, pod sceną mniej słychać niż kiedyś, choć z tyłu pewnie jest lepiej.
Ogólnie jak mówiłam na początku, koncert nie spełnił oczekiwań ale to przez to, że wole sie powłóczyć po Polsce po koncertach (ładnie ujmując – Pesto – nie powtórze jak to ujołeś)
edit: podobno brzmiało to “jechać do czarnej dupy” :D
muzyka…
“Muzyka to nie analizy, wykresy i teorie. Muzyka to odczuwanie, pobudzanie zmysłów i wzajemna komunikacja miedzy twórcą a odbiorcą”
WW
muse + arctic monkeys + pet shop boys
www.theageoftheunderstatement.com
zaczynam – podejście drugie ; )
nooo to zaczynam :D po raz drugi :P














































































































